Przyzwoity spedytor

Poszukiwany przyzwoity spedytor!

Do 1989 roku wszyscy wiedzieli dokładnie co to jest ta spedycja. Potem nastąpiła „rewolucja gospodarcza” i powoli bo powoli, ale przestali wiedzieć. Przepisy, jeżeli chodzi o spedycję wcale się nie zmieniły, za to wszystko inne tak. Wolność gospodarcza spowodowała niekontrolowany rozwój tzw. planktonu spedycyjnego, który w szybkim tempie opanował nieomal cały rynek. Piszę nieomal, bo gdzieś tam są jeszcze prawdziwi spedytorzy, tylko ich trudno namierzyć.
Plankton spedycyjny używa słowa spedycja, a w rzeczywistości strzyże (goli?) swoich klientów jak baca owieczki. Nazywając się spedytorem w rzeczywistości zarabiają na frachcie, z tym, że nikt tak naprawdę nie ma pojęcia za ile jechał przewoźnik, a ile na tym „utłukł” planktonowy spedytor. Oprócz zarabiania nie robią w rzeczywistości nic, przynajmniej nic co by spedycję przypominało.
Myślę, że warto pokazać, jak to było kiedyś i jak być powinno być obecnie. Umowa spedycji jest dziś uregulowana w Kodeksie cywilnym w artykułach od 794 do 804. Do umowy spedycji stosuje się także odpowiednio przepisy o umowie zleceniu. Art. 794 § 1 przez umowę spedycji spedytor zobowiązuje się, za wynagrodzeniem, w zakresie działalności swego przedsiębiorstwa, do wysyłania lub odbioru przesyłki albo do dokonania innych usług związanych z jej przewozem. § 2 spedytor może występować w imieniu własnym albo w imieniu dającego zlecenie.
Czyli spedytor zajmuje się wysyłaniem lub odbiorem przesyłek. To ważna i potrzebna funkcja. Pracownicy fabryki mebli czy kabli wcale nie muszą umieć wypełnić listu przewozowego, znać się na przepisach o odpowiedzialności przewoźnika czy na ubezpieczeniach. Kiedy mamy sprowadzić towar z Hongkongu, to spedytor nada za nich kontener na Dalekim Wschodzie, odbierze go w Hamburgu, nada samochodem do Warszawy, zorganizuje odprawę celną, zadba o właściwe dokumenty.
Przewozów dokonują przewoźnicy, a spedycję, czyli nadawanie i odbiór ładunków, spedytorzy. Mogą oni wykonywać jeszcze inne czynności związane z przewozem, np. załadunek, rozładunek, udzielają informacji taryfowych, celnych, o zwyczajach i wymogach portowych itp. Spedytor, zgodnie z art. 797, występuje o zwrot nienależnie pobranych opłat przez przewoźnika, port czy magazyny składowe. W dobrych firmach spedycyjnych są specjalne działy taryfowe, które weryfikują wystawione faktury.
Faktury zapłaci sam klient bezpośrednio lub zapłaci je spedytor, a wtedy, zgodnie z art. 742, klient jest zobowiązany mu te koszty zwrócić. Pragnę zauważyć, że chodzi o zwrot np. przewoźnego, które spedytor zapłacił przewoźnikowi, ale w żadnym wypadku spedytor nie dopisuje tu swojej „doli”. Jeżeli spedytor użyje swoich pieniędzy, to oddzielnie należy mu się za to tzw. prowizja wykładowa. Jak to powinno wyglądać w praktyce?
Spedytor otrzymuje zlecenie i je czyta. Następnie, jeżeli jest taka potrzeba, zwraca się o dodatkowe informacje. Klient często pomija istotne informacje, np. podaje wagę towaru, a zapomina podać jego kubaturę i wymiary. Może być taka sytuacja, że towar waży 15 t (standardowa naczepa bierze 24 t), a potem okazuje się, że towar ma objętość 110 m3, a to już na standardową naczepę nie wejdzie, bo ta ma tylko 76-80 m3. Klient o tym nie wie, ale ma od tego spedytora.
Zawsze powinien zapytać o ubezpieczenie cargo, a jeżeli klient chce takie ubezpieczenie, to powinien ustalić, czy chodzi o A, B czy C (według klauzul ładunkowych Instytutu Londyńskich Ubezpieczycieli). Klient najczęściej tego nie rozumie - co to za alfabet i po mu cargo, skoro przewoźnik ma OCP, a spedytor OCS. Trzeba mu to wytłumaczyć, o ile samemu ma się o tym pojęcie.
Następnie spedytor wybiera właściwego przewoźnika i zawiera z nim, we własnym imieniu, ale na rachunek klienta (lub w imieniu klienta i na jego rachunek) umowę przewozu.
Kiedy już mamy przewoźnika, spedytor wysyła do zleceniodawcy (z kopią do nadawcy i załadowcy, o ile to są różne osoby) instrukcję wysyłkową, w której podaje kiedy i gdzie zostanie podstawiony pojazd, podaje dane identyfikacyjne przewoźnika, jaki towar należy załadować oraz podstawowe uwagi co do załadunku (np. zwraca uwagę na prawidłowe rozmieszczenie towaru na pojeździe, aby uniknąć przeładowania na osi itp.). Do instrukcji dołącza wypełnione dokumenty przewozowe, a jeżeli nie może tego zrobić, to podaje instrukcje ich wypełniania. Nadawca może nie wiedzieć, jak wypełnia się np. list przewozowy. Powszechnymi i poważnymi błędami jest np. wpisywanie załadowcy jako nadawcy towaru. Rzadko kto wie, że można, a czasami wręcz trzeba, podać wartość towaru w liście przewozowym (art. 24 Konwencji CMR), bo to rodzi potem poważne skutki prawne tak dla osoby uprawnionej, jak i dla przewoźnika.

Po wykonaniu przewozu przewoźnik wystawia fakturę bezpośrednio na klienta. Mogą się również tak umówić, że faktura zostanie wystawiona na spedytora. Ten ją zapłaci i, zgodnie z art. 742, obciąży odpowiednią kwotą klienta. Przedtem, oczywiście, sprawdzi, czy przewoźnik dobrze naliczył opłaty. W transporcie samochodowym to nie jest specjalnie skomplikowane, ale już przy przewozach kolejowych czy morskich wymaga fachowej wiedzy i dostępu do taryf.
Za swoją pracę spedytorowi należy się wynagrodzenie w postaci prowizji spedycyjnej. Jeżeli wykonywał także inne czynności, np. wyłożył własne pieniądze, to i prowizję wykładową, a także za załadunek, odprawę celną itd. zawsze według taryfy lub umowy z klientem. Na rynku jest dwóch głównych „graczy” - klient i przewoźnik. Spedytor odgrywa rolę adwokata swojego zleceniodawcy. On sprzedaje przede wszystkim wiedzę, kontroluje przewoźnika, składowników i dba o interesy klienta.
Należy uznać za niedobrą sytuację, kiedy spedytor jest także przewoźnikiem, bo wtedy „pilnujący i pilnowany” to ta sama osoba. Chyba, że chodzi o drobne czynności polegające na dowozie towaru do głównego przewoźnika (np. zwożenie przesyłek na lotnisko w celu ich przekazania linii lotniczej).
Kiedy podczas przewozu nastąpi szkoda w towarze lub opóźnienie dostawy to odpowiada za to przewoźnik i klient może sam dochodzić swoich roszczeń. Może też, za oddzielną opłatą, zwrócić się do spedytora (ten zna Prawo przewozowe, odpowiednie konwencje międzynarodowe i jest do tego przygotowany), aby ten poprowadził dla niego postępowanie reklamacyjne. Spedytor wtedy przyjmuje odpowiednie upoważnienie i prowadzi to postępowanie na rachunek klienta.
Klient może zawsze zażądać, zgodnie z art. 740 Kc, aby spedytor rozliczył się ze zlecenia, a to oznacza, że np. powinien przedstawić wszystkie rachunki i faktury, na podstawie których go obciążył.
Natomiast prowizje spedycyjne są wynagrodzeniem spedytora i nie musi ich uzasadniać, skoro je wcześniej ustalił z klientem (lub wynikają one z uzgodnionej taryfy) powinien jedynie udowodnić, że dane czynności faktycznie wykonał.
Tak było i tak być powinno, bo przepisy w tym względzie wcale się nie zmieniły.
Jak działa „planktonowy spedytor”? Przyjmuje zlecenie i targuje się z klientem o jak najwyższą cenę za przewóz, a z przewoźnikiem o jak najniższą. Nie wysila się na żadne instrukcje wysyłkowe. Na koniec wystawia fakturę za przewóz - nikt nie wie, ile tak faktycznie fracht kosztował, a ile na tym zarobił „plankton”. Chyba, że dojdzie do opóźnienia w przewozie, wtedy sprawa może się wydać. W Konwencji CMR przewoźnik odpowiada za opóźnienie w przewozie, o ile z tego tytułu powstała szkoda, ale nie więcej jak do wysokości przewoźnego i może być przykładowo taka sytuacja, że spedytor zapłacił za trasę Warszawa - Moskwa 2500 euro, a klienta obciążył kwotą 3000 euro. Jak pójdzie na „udry” to wyjdzie, że odszkodowanie za opóźnienie od przewoźnika będzie mniejsze niż oczekiwał klient. Chyba, że przestraszony spedytor dorzuci z własnej kieszeni.
W „samochodówce” są to relatywnie małe sumy, ale w przewozach kolejowych odnotowujemy inne kwoty (kilkanaście razy większe). Wówczas może nie być tak łatwo.
Obecnie na rynku dominuje „spedytor planktonowy”, ale wierzę, że rynek się ustabilizuje i wróci moda na profesjonalistów.
Sami sprawdźcie, czy wasz spedytor jest „planktonem” czy profesjonalistą.
Dużo się pisze o konflikcie przewoźników drogowych ze spedytorami. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że pretensje przewoźników do „planktonu” są w pełni uzasadnione. Oni po prostu nie chcą być oszukiwani. Inna sprawa, że nie bardzo wiedzą, jak walczyć o swoje. Zapis o pośrednictwie w przewozie jest działaniem rozpaczliwym i właściwie bez sensu. Są inne sposoby, o których napiszemy, kiedy indziej.
W podsumowaniu podajmy, po czym poznać dobrego spedytora:

  • posiada taryfę opłat spedycyjnych
  • udostępnia wygodny formularz zlecenia spedycyjnego (na wysłanie towaru z do, lub odbiór towaru)
  • wysyła instrukcje wysyłkowe
  • wypełnia dokumenty przewozowe lub daje instrukcje, jak je wypełnić
  • wystawia faktury, na których wyraźnie rozróżnia opłaty spedycyjne i przewoźne (o ile je w ogóle pobiera)
  • - skoro pobrał przewoźne, potrafi się z tego rozliczyć (art.740 K.c.).

Autor: mgr Andrzej Sikorski